czwartek, 31 lipca 2014

Scholl Krem zmiękczający twardą skórę stóp.

Lato rozkwitło w pełni więc nastał czas sandałków i wszelkiej maści klapek. Moja zrogowaciała i twarda skóra na stopach nie zachęcała zbytnio do ich odsłaniania, więc korzystając z promocji -40% w Super Pharm postanowiłam skusić się na krem marki Scholl mający pozbawić mnie tego problemu.
Kupiłam więc 60ml krem zamknięty w tubce zamykanej na ,,klik", dodatkowo włożonej do kartonika z taką oto naklejką:
Stosowałam go codziennie przez miesiąc i raczej śmiem wątpić by starczył na 60 aplikacji, jak zapewnia producent. Chyba że ma na myśli 1 aplikację jako 1 stopę. Wsmarowywałam go nie tylko w miejsca szczególnie twarde, ale na całą powierzchnię stóp. 
Zakładając,że krem powinien być stosowany bez uprzedniego peelingu stóp/usunięcia zrogowaceń tarką lub pumeksem- raczej nic nie daje. Jeśli zauważymy jakiś efekt, to jest on mizerny. Ja szczególnie upodobałam sobie go stosować po wcześniejszym godzinnym zabiegu przygotowującym, czyli wymoczeniu, speelingowaniu, użyciu tarki i pumeksu. Wtedy, stosowany przez tydzień, zapewnia nam względny efekt miękkich stóp, ale po tygodniu trzeba powtarzać operację na nowo, bo wracamy do punktu wyjścia. 
Sam krem jest względnie gęsty i jak dla mnie-okropnie śmierdzi! Jego stosowanie przed snem (na dzień się nie da-słabo się wchłania i pozostawia na skórze warstwę) nie należało do przyjemności. Zapach raczej nie koił do snu, co w późniejszym czasie przełożyło się i na pościel.

Generalnie jestem zawiedziona. Nie skrywam radości, że wreszcie mi się skończył. Przerzucam się na polecany kremik z Fusswohl. Zobaczymy, jak to z nim będzie. 

wtorek, 29 lipca 2014

dr Irena Eris ProVoke Matt fluid 210 i 220

Pewnie już wiecie,że linia kosmetyków kolorowych dr Ireny Eris ProVoke (sama nazwa już mi się podoba!) weszła na rynek dopiero niedawno, bo w połowie maja. Znajdziemy w niej praktycznie wszystko potrzebne do wykonania makijażu: przez podkłady, pudry, bronzery, róże, rozświetlacz, przez kredki do oczu,tusze i paletki cieni aż do kolorówki do ust. Dla każdego coś dobrego,jak mawiają. Ja skusiłam się na podkład w wersji matującej (jest jeszcze seria rozświetlająca i liftingująca), bowiem tajemnicą Poliszynela nie jest,że mam cerę wybitnie tłustą a i zbliżały się upały, więc mat jest dla mnie nad wyraz pożądany! Jaki jest ten podkład w rzeczywistości?
,,Matt Fluid idealnie stapia się z cerą nadając skórze nieskazitelny, aksamitnie matowy wygląd. Efekt matowienia i krycia jest naturalny i utrzymuje się przez cały dzień* (*efekt matowienia i krycia utrzymuje się do 10h). Innowacyjna technologia MATT˙PRECIO™, odpowiedzialna za niwelowanie nadmiaru sebum i redukcję jego wytwarzania, została wzbogacona o MattPowder Complex, aby jeszcze skuteczniej i dłużej zapewnić podwójny efekt matujący. Wyciąg z algi atlantyckiej o właściwościach ochronnych i kojących, wspomaga proces nawilżenia i naprawy skóry. REZULTAT: skóra perfekcyjnie wygładzona i ujednolicona, o pięknym kolorycie i pudrowym, matowym wykończeniu
STOPIEŃ KRYCIA: średni do mocnego
Polecany do skóry tłustej i mieszanej.
Formuła beztłuszczowa, nie zatyka porów. Testowana Dermatologicznie."

Pierwsze co bije w oczy (poza ceną...) to opakowanie. Tu biję pokłony marce, bo tak jak w przypadku innych kosmetyków z tej serii tak i podkłady wyglądają bardzo profesjonalnie i mają porządne opakowania. Podkład dostajemy w buteleczce z grubego,mlecznego szkła z nieścierającymi się napisami, zapakowaną w kartonik obwinięty folią. Produkt sprawia wrażenie luksusowego, no i mamy pewność, że nikt nie macał naszej buteleczki. Delikatna rysa na tej pochwale jest taka,że na flakonie łatwo odbijają się nasze palce,gdy mamy je uciapane.
Jeśli chodzi o pompkę (!) -chodzi ona płynnie, jak po maśle, i nie zacina się ani nie robi przeskoków w swoim ruchu (jak np ma w standardzie chyba Soraya). Za jednym naciśnięciem nie serwuje nam pół dłoni produktu, co poczytuję za spory plus. Mi zazwyczaj starczają trzy pompki na całą twarz (w wersji na bogato) i szyję. Plus za dziubek- jest to bardzo higieniczne rozwiązanie!
Kolorystyka podkładu (w każdej jego wersji) zawiera się w numeracji z końcówkami 10,20,30,40. Ja mam odcień 210 i 220 czyli Ivory i Natural. Mają one tonację ciepłą, beżową/golden. Numerki z końcówką 30-Beige (o ironio) mają wyraźnie różowe tony, natomiast 40-Opal jest przeznaczony jak mniemam dla mulatów (naprawdę bardzo ciemny odcień)...  
 
Wiem,że poniższe zdjęcie nie jest zbyt jasne, ale tylko takie odzwierciedlało najbardziej realnie odcienie.Gdy stawałam w lepszym świetle od razu swatche się rozjaśniały i zafałszowałabym Wam ich realny kolor. Po lewej jest 210, po prawej 220. Ja mieszam je ze sobą w stosunku 2 pompki do 1 pompki żeby uzyskać idealny dla mnie kolor :)

To,co najważniejsze, działanie
______________________________________

ProVoke Matt od razu po nałożeniu cudownie stapia się z cerą zostawiając na powierzchni pudrową powłoczkę! Efekt jest taki,jakbyśmy już go przypudrowały. Bardzo lubię też uczucie zaraz po nałożeniu-jest tak leciutki,że nie czujemy na twarzy tzw.tapety :)
Wg producenta krycie ma być od średniego do mocnego i tak też jest. Ładnie zakrywa wszelkie niedoskonałości, choć na czerwonych wrogów korektor i tak jest wymagany.
Do tej pory unikałam za wszelką cenę klasycznych fluidów bo po każdym miałam wysyp zaskórników, nawet po jednym użyciu! Wydając tyle kasy bałam się,że tu znowu też tak będzie. Ale okazało się,że ten podkład jest pierwszym, który u mnie tego nie powoduje! Przypuszczam,że to dzięki beztłuszczowej formule. Mało tego, wieczorem moja skóra jest delikatnie nawilżona
No ale przejdźmy do sedna-matowienie i trwałość. Najlepiej się sprawuje, gdy nałożymy go gąbką a'la BeautyBlender NA puder ryżowy lub w mniej upalny dzień. Wtedy trzyma na oko 6-7 godzin. Po tym czasie potwornie wywala na wierzch sebum, ALE po użyciu bibułki znów jest jak nowy:) Nakładany pędzlem flat top, bez pudru ryżowego i/albo w upał trzyma około 5 h. Zarówno jeden jak i drugi wynik u mnie oznacza praktycznie pełen sukces bo tak długo trzymają się u mnie oprócz niego tylko minerały. Każdy inny fluid po 2h warzył się i spływał.
Przy dużych upałach po kilku godzinach potrafi leciutko zebrać się w dużych zmarszczkach (np.pod policzkami), ale wystarczy wtedy rozetrzeć ową kreskę nawet palcem i jest ok. Ściera się stopniowo, nie tworząc plam. 
Minus jest taki,że brudzi telefon,ubrania itp więc trzeba z nim pod tym względem uważać.

P.S-cudownie pachnie i ma SPF15! <3
Środek twarzy- 210, zewnętrzne partie- 220.
Dostępny jest w sklepie firmowym, Rossmannach z szafą drIrenyEris, Hebe oraz Douglasach za cenę ok.86zł. Ja fartem trafiłam na promocję w Hebe i wyhaczyłam każdy za 59,99zł :)

sobota, 26 lipca 2014

Sephora Touche Lumiere- korektor nr 08.

Wyprzedaże w drogeriach przebijają się w ofertach a klientki szaleją ze stanem portfela;) Co prawda w ostatniej chwili opanowałam się w Douglasie i nie skusiłam na szminkę Diora,ale za to w Sephorze postanowiłam zainwestować 30% początkowej ceny w korektor. 
,,Touche Lumière to korektor rozświetlający wzbogacony kwasem hialuronowym. Jego działanie jest natychmiastowe: jednocześnie rozświetla, nawilża, wypełnia dzięki niezmiernie precyzyjnemu pędzelkowi. Pigmenty odbijające światło rozjaśniają strefy cienia, maskują oznaki zmęczenia i tuszują niedoskonałości."

Opakowanie to klasyczny pisak z pędzelkiem na końcu. Żeby wydobyć produkt z pisaczka musimy przekręcać końcówkę, co nie jest zbyt precyzyjnym sposobem dozowania bo często wylewa się zbyt dużo.
Niestety nie mam pojęcia ile ml jest w opakowaniu bo ani na stronie Sephory ani na korektorze producent nie był łaskaw nas o tym poinformować. Tak samo jak o pełnej kolorystyce- wszakże na stronie jest tylko 7 odcieni, natomiast w drogeriach jest ich więcej, o co najmniej 3-4.

A propos kolorystyki-ja mam jeden z najciemniejszych. Jest to nr 8. Kupiłam go gdy byłam już względnie opalona, a teraz jak słońce mi nie poskromiło brąziku jest jak znalazł :) Jest to kolor bez różowych ani neutralnych tonów. Klasyczny golden.

Konsystencję ma klasycznego podkładu, może nieco bardziej rzadkiego. A co z kryciem?
Krycie ma względnie dobre! Dałabym mu za to ocenę 4. Niestety z trwałością jest gorzej. Jest to korektor który ma za zadanie rozświetlić spojrzenie więc nakładając go skupiam się przede wszystkim na wewnętrznym kąciku oka, gdzie występuje najmocniejsze zasinienie. No i tu jest problem- wystarczy byle łezka (choćby od wiatru-co często mi się zdarza) i natychmiast korektor znika z jej toru. Nie mówiąc już o niechcącym potarciu oka. Czasem się łapię, patrząc w lusterko, że prawą dolną powiekę mam ,,zakorektorowaną" a lewą już nie i wyglądam wtedy dziwacznie... 
Co do samego noszenia-jest lekki, nie obciąża powieki, nie szczypie w oko, nie zbiera się w załamaniach, nie warzy. Tu jest ok. 

Cena- aktualnie 12,90zł w Sephorze. Normalna cena to 59zł.

Generalnie szału nie ma. Ot zwykły przeciętniaczek. 

Co o nim sądzicie? Lubicie kosmetyki ,,marki własnej"?

czwartek, 24 lipca 2014

Akcja "Czas Drogocennych Olejków" i inne promocje na markę Bielenda :)

Szczęśliwy czas nadszedł dla fanek marki Bielenda :) 
Otóż drogeria StrefaUrody.pl do końca lipca wprowadziło fajne zniżki na kosmetyki tej marki :)


A kupić ze zniżką możecie takie serie jak m.in.
wszystkie obrazki są podlinkowane!

1.Drogocenne Olejki Pielęgnacyjne 3 w 1
http://bielenda.strefaurody.pl/seria/2369-drogocenne-olejki-pielgnacyjne-3w1?utm_source=Blog&utm_medium=post&utm_campaign=Bielenda
Drogocenne olejki 3w1 do ciała, twarzy i włosów. Są łagodne dla skóry, a jednocześnie zawierają składniki o intensywnym działaniu odmładzającym.

2.Vanity Laser Expert
http://bielenda.strefaurody.pl/seria/41-vanity?utm_source=Blog&utm_medium=post&utm_campaign=Bielenda
To innowacyjne zestawy do depilacji.
Każdy zestaw zawiera krem oraz dwie chusteczki enzymatyczne po depilacji. Udowodniona skuteczność dzięki zawartości TELOCAPILU™.

 3.Kremy CC 10w1
http://bielenda.strefaurody.pl/seria/2561-kremy-cc-10w1?utm_source=Blog&utm_medium=post&utm_campaign=Bielenda
Linia innowacyjnych, multifuncyjnych kremów CC 10w1 to niezastąpione kosmetyki, które w sposób perfekcyjny łączą właściwości kryjące korektora skóry i pielęgnacyjne kremu lub balsamu. Idealnie maskują niedoskonałości oraz wyrównują koloryt skóry.

4.Argan Face Oil
http://bielenda.strefaurody.pl/seria/3088-argan-face-oil?utm_source=Blog&utm_medium=post&utm_campaign=Bielenda
Zestaw ten zawiera
* Bielenda Argan Face Oil Olejek z kwasem hialuronowym na noc 15ml
* Bielenda Argan Face Oil Olejek z sebu control complex na noc 15ml
* Bielenda Argan Face Oil Olejek z pro-retinolem na noc 15ml

 5.Pomarańczowa Skórka
http://bielenda.strefaurody.pl/seria/37-pomaranczowa-skorka?utm_source=Blog&utm_medium=post&utm_campaign=Bielenda
Jest lato- warto zadbać o udka i brzuszek! ;)

 6.Sexy Mama
http://bielenda.strefaurody.pl/seria/40-sexy-mama?utm_source=Blog&utm_medium=post&utm_campaign=Bielenda
Dla mam, które chcą zadbać o siebie!

                
                 Pamiętajcie, zakupy w StrefaUrody.pl to zawsze:


Rabaty gwarantowane tylko do końca lipca!

środa, 23 lipca 2014

Puder ryżowy Mariza- co na to moja tłusta buzia?

Lato ma swoje plusy i minusy. Plusem dla mnie jest fakt,że zakładam japonki i w sumie jestem gotowa do wyjścia :) Niestety, jak co roku, moja buzia w tym czasie wykazuje się hiperprzetłuszczaniem, co niewątpliwie jest dla mnie największym urodowym minusem wakacji. Co rok próbuję znaleźć ten jeden jedyny puder matujący, który zapewnił by mi cały dzień bez błysku na licu. Tym razem padło na zachwalany puder Marizy. Jak się spisał?
Opis producenta jest krótki i treściwy: długotrwale matuje cerę i utrwala makijaż.

Opakowanie w kontraście do minerałów z LaRosa wypada lepiej! Jest to płaski, zakręcany słoiczek z puszkiem. Duży plus za liczną ilość sporych otworów, przez co wytrząśnięcie pudru nie sprawia problemów. Po otrzymaniu pudru otworki były zalepione przezroczystą zaślepką.
Słoiczek zawiera 5 g białego, drobniutko zmielonego proszku. Skład przedstawia się następująco:
Cena za tego cudaka to ok.16zł/Allegro lub u konsultantek Mariza.

Moja opinia
________________________________

Bardzo podoba mi się opakowanie. Jak na produkt sypki- producent pomyślał o wygodzie kobiety :) Wygodny jest puszek dołączony do słoiczka- to za jego pomocą uzyskujemy lepsze efekty niż w przypadku nakładania pudru pędzlem do tego przeznaczonym. Pędzlem nakładamy jedynie mgiełkę,która niestety nie daje sobie rady praktycznie w żadnych warunkach. Tylko proszek wtłoczony w skórę puszkiem coś nam daje.

Jak raz paczka z pudrem dotarła do mnie kilka dni przed falą upałów, która zalała Lublin. Miałam więc możliwość przetestować go i w ekstremalnych warunkach i popołudniami, gdy temperatura spadała do ok.20 stopni. 

Temperatura na zewnątrz około 30 stopni
Niezależnie czy puder został założony na buzię solo, przed podkładem, po podkładzie, przed + po podkładzie, zawsze efekt był ten sam- buzia była matowa przez 5-6 godzin a potem się wybłyszczała tak jak zawsze. Puder dawał więc radę jako-tako, tym bardziej,że potrafił zważyć podkład w załamaniach skóry. Niezbędne były bibułki matujące.

Temperatura na zewnątrz umiarkowana
Tu już efekty były o niebo lepsze. Niezależnie od kolejności nakładania go na twarz buzia była totalnie matowa. Mur beton. Mało tego-działał jako fixer. Potrafiłam pomalować się o 16 a o 23 nadal wyglądać idealnie tak samo. W takich warunkach- jest to ideał!
Jest tylko jedno, ale zasadnicze ALE- ten puder bieli. Niezależnie jak go nakładałam zawsze pozostawała biała powłoczka, jakby posypała się mączką. Trzeba to mieć na względzie dobierając odcień podkładu, radzę wybrać ociupinkę ciemniejszy,żeby potem nie wyglądać blado. 

Za tą cenę i efekty przy niższych temperaturach jest to póki co najlepszy produkt który miałam do matowienia buzi. Jednak do pełnego zachwytu mi daleko, ze względu na bielenie i zachowanie podczas upałów.

poniedziałek, 21 lipca 2014

Tusz do rzęs Chanel de Sublime

,,Mascara wydłuża i podkręca rzęsy dając spektakularny efekt. Pielęgnuje je dzięki zawartości wosku pszczelego. Silikonowa szczoteczka zapewnia idealne rozdzielenie rzęs nie tworząc grudek. Kolor jest intensywny i trwały"-taki jest opis owej maskary. Jak jest w rzeczywistości?
Swoją Chanelkę kupiłam TU w wersji mini- 1ml za cenę 9,90zł. Jest to swoista próbka?tester?,żeby przekonać się do zakupu pełnowymiarowego opakowania za cenę ok.130zł. Czy mnie do siebie przekonała?

Moja maskara ma kolor Deep Black, czyli taki jak lubię najbardziej. Jedyne czego raczej do tej pory nie lubiłam to silikonowe szczoteczki. A tu właśnie taka jest.
Z kwestii technicznych: maskara nie osypuje się, raczej nie rozmazuje (o ile nie wsadzimy twarzy pod wodę), zasycha względnie szybko na rzęsach,nie robi grudek. Szczoteczka pięknie sunie między rzęsami. Serio, nawet w MaxFactor Masterpiece szczoteczka tak gładko nie wdziera się między rzęsy żeby dosłownie po nich sunąć. Na pewno wydłuża rzęsy. Lekko je podkręca. Prawie wcale nie pogrubia, co dla mnie stanowi największy minus. Niestety przy drugiej i następnej warstwie skleja rzęsy.

Oto jaki subtelny efekt daje na moich oczkach:
 1.Bez tuszu                                                   2.z jedną warstwą                                       3.z dwoma warstwami
Od marek typu Chanel,Dior,Clinique spodziewam się efektu WOW! Niestety, tu Chanel mnie zawiodło, bo nie wybija się niczym szczególnym. Dla osób lubiących ,,silikony" być może to będzie gratka, ze względu na fajną szczoteczkę.

A Wy wolicie szczoteczki tradycyjne czy właśnie te silikonowe? 
A może jakieś wymyślne?

piątek, 18 lipca 2014

Sylveco pomadka do ust z peeligiem | Hit czy Kit?

Od kiedy ponad miesiąc temu ta pomadka od Sylveco weszła na rynek od razu wiedziałam,że muszę ją mieć! Wszakże mistrzem peelingowania ust nie byłam (nawet nie obstawiałam tyłów w tym temacie) tak od dłuższego czasu chodziło za mną,żeby coś z tym fantem zrobić. No i bach! Akurat Sylveco wypuściło to cacko.
Jak zwykle zacznę od opakowania: klasyczny wykręcany sztyft opakowany w zatyczkę typu klik.

Co dostajemy za cenę 9,10zł (np.TU)? Otóż taki oto sztyft:
A w nim: (skład) olej sojowy, wosk pszczeli, cukier trzcinowy, lanolina, olej z wieisołka, wosk carnauba, masło kakaowe, masło karite, betulina, olejek z gorzkich migdałów. 
Baaardzo przyjemny i bardzo naturalny skład! Same dobrodziejstwa dla naszych usteczek :)

Czym kusi nas producent?
Jak to się stosuje w praktyce?
Przesuwamy pomadką kilkukrotnie po ustach. Cukier w tym czasie ściera naskórek. Warstwa olejów i wosków osadza się na ustach by za chwilę się rozpuścić i genialnie je odżywić!

Moja opinia o tej pomadce jest genialna! Bynajmniej nie jest to zbędny, nieefetywny gadżet w naszej kosmetyczce. Usta są miękkie, odżywione, gładkie i lśniące. Nie mam ani jednej suchej skórki! Stosowanie jej jest samą przyjemnością, choćby ze względu na przepiękny zapach i smak (marcepan? miód?). Używam jej codziennie od dwóch tygodni i raptem starła się może 1/20 pomadki. 

Jedyne do czego mogę się lekko przyczepić to dostępność. Odwiedziny w sklepach internetowych i zielarniach only mile widziane.

Podsumowując: To działanie i skład za tą cenę = REWELACJA!:)

środa, 16 lipca 2014

2 pomadki MUA. 2 razy TAK, czy 2 razy NIE?

Składając ostatnio zamówienie w Minti Shop przejrzałam ofertę MUA i skusiłam się na dwie taniutkie szminki- jedną klasyczna, drugą matową. Z matowymi produktami do ust miałam wówczas nieciekawe doświadczenia, więc miałam nadzieję,że wreszcie się to zmieni. Czy tak się stało? 
Szmineczki zapakowane są w klasyczne plastikowe opakowania chowające w sobie sztyft. Co ciekawe-w denku/słoiczku znajduje się również coś ala mini błyszczyk do nakładania pędzelkiem :) Opakowanie jest estetyczne i wygodne ALE zatyczki słabo trzymają. Nie zalecam nosić tych pomadek w torebce.

W kwestii nakładania:klasyczna MUA sunie gładko po ustach, niczym masełko np.Revlona. Z matową jest gorzej. Jest baaardzo tępa. Nakłada się ją topornie. 
Cena obu jest śmiesznie niska: jedna i druga kosztują 5,90zł.

Niestety nie skupiłam się ani na smaku, ani zapachu ani trwałości. Dlaczego?

Kolory wybierałam tylko na podstawie zdjęć w sklepie i kompletnie z nimi nie trafiłam, więc zmyłam je od razu po przetestowaniu i rzuciłam w kąt. Tak jak matową jeszcze od biedy przeżyję jak zniknie mi opalenizna (choć wyglądam w niej jakby mi zniknęły usta), tak nr 16 jest totalnie nie mój. Ten odcień jest rażący i krzykliwy, trzy razy bardziej niż na zdjęciu. Obie też tragicznie podkreślają suche skórki,więc gładkie usta przy nich to mus.

starałam się ująć kolory na ustach w różnych światłach

Szkoda,że nie trafiłam z kolorkami. Następnym razem będę miała nauczkę,żeby najpierw pooglądać swatche na blogosferze :) Całe szczęście,że kosztowały grosze...

A jakie są Wasze wpadki w kupowaniu kolorówki?

wtorek, 15 lipca 2014

ArtDeco fixing powder, czy taki magiczny?

Swego czasu szukałam alternatywy dla Kryolanu (utrwalacza makijażu w sprayu). Pani w Douglasie namówiła mnie na Fixing Powder, który jak twierdziła z powodzeniem zastępuje jej owy spray podczas malowania Panien Młodych. Czy faktycznie jest taki dobry?
Opis:,,Transparentny puder utrwalający makijaż. Szczególnie polecany do utrwalania korektora-kamuflażu w kremie Artdeco, który staje się wtedy całkowicie wodoodporny i nieścieralny. Może być stosowany do każdego podkładu, szczególnie przy skórze tłustej i mieszanej. Przedłuża również trwałość pomadek do ust. Ważny jest sposób aplikacji `Fixing Powder`: po nałożeniu grubą warstwą na korektor, należy doczekać co najmniej 5-10 minut i strzepnąć nadmiar miękkim pędzlem do pudru."

Opakowanie:Artdeco Fixing Powder występuje w dwóch wersjach: puderniczki z puszkiem i wkładu do niej w kształcie solniczki. Cena: ok. 32-39zł za 10g (solniczka) i ok. 55-60zł za 6,5g (puderniczka). Solniczka, którą posiadam miała bardzo fajne zabezpieczenie. Niestety, jednokrotne. A przydałoby się na co dzień.
Skład: Talc, Zinc Stearate, Isopropyl Lanolate, Acetylated Lanolin Alcohol, Hydroxylated Lanolin, Lanolin Alcohol, Kaolin, Magnesium Carbonate, Parfum, Metnylparaben, Prophylparaben, CI 77492, CI 77491, CI 77499

Głównym i w sumie jedynym zadaniem tego pudru jest utrwalenie makijażu. Niestety tu od razu minus. Mój makijaż jest tak samo trwały jak dotychczas. No, może leciutko trwalszy. Ale wcale nie jest wodoodporny, ściera się przy dotknięciu ręką czy telefonem.  Teoretycznie nie ma właściwości kryjących (jest to biały proszek), ale mój makijaż bieli. Nie raz mąż zapytał mnie po malowaniu czemu jestem taka blada... Patrząc na skład można by wywnioskać, że genialnie matuje. W końcu na samym początku składu jest talk i cynk. Niestety w praktyce matowienie też ma słabe. Minusem jest też opakowanie ,,solniczki" - mało wygodne i niepraktyczne. Jeśli chcemy nałożyć puder pędzlem, musimy wysypać go na np.serwetkę czy toaletkę i dopiero potem nabierać na pędzel. 
Tyle dobrego,że puder jest bardzo drobno zmielony.Opakowanie mieści w sobie 10 g, co wbrew pozorom starcza na dość długo, puder jest dość wydajny, choć oczywiście sporo zależy od tego, jak go używamy- ja np nie nakładam grubej warstwy, którą po 10 min otrzepuję. Od razu daję mniej. No i cena jest niższa niż w przypadku Kryolanu (o około połowę). Jednak co z tego,jak nie działa?

Tak jak bazę pod cienie do powiek z tej serii kocham całym sercem, tak tego pudru nie polecam. Lepszym rozwiązaniem jest chyba puder ryżowy/bambusowy za połowę tej ceny. Matowienie lepsze, opakowanie wygodniejsze a jak się nie sprawdzi to przynajmniej nie szkoda kasy. 

Miałyście? Lubicie? Lepszy puder ryżowy czy bambusowy?

sobota, 12 lipca 2014

Ten jeden jedyny ideał perfumowy :) HIT! Hugo Boss Orange

Kilka lat zajęło mi znalezienie tych JEDNYCH JEDYNYCH perfum, przed którymi padałabym na kolana. Pewnego dnia poczułam je ,,na kimś" i przepadłam. Pomimo,że do najtańszych nie należą jest to obowiązkowa pozycja wśród moich pachnideł i bardzo cierpię w okresach pomiędzy zużytym flakonem a zakupem nowego. O czym mowa? Hugo Boss Orange.

Opis
  • ,,Boss Orange oczarowuje temperamentem i spontaniczną kobiecością, której nie sposób się oprzeć. Pasjonująco świeża nuta głowy uwodzi pysznymi aromatami słodkich jabłek. Akordy białych i pomarańczowych kwiatów w sercu zapachu tworzą beztroską zmysłowość. Wanilia, crème brulée oraz stylowe nuty drzewa sandałowego i oliwnego nadają zapachowi uczuciowy charakter. "
  •  ,,Wesoła i optymistyczna. Spontaniczna i namiętna. Kobieta Boss Orange jest po prostu sobą. Mówi o tym, co myśli i pokazuje, co czuje. Jest ucieleśnieniem czystej radości życia, pełna namiętności delektuje się każdą chwilą. Jej zapach jest jak ona: pełen temperamentu, otwarty i kusząco kobiecy."

Woda ta występuje w dwóch wersjach zapachowych (w mojej opinii trzech, o czym za chwilę). Jest to klasyczne Hugo Boss Orange i Hugo Boss Orange Sunset. Obie wersje dostępne są w pojemnościach 30ml, 50ml i 75ml w wersji wody toaletowej lub wody perfumowanej. Ja używam wersji klasycznej (opcji Sunset szczerze nie trawię) i to tylko o niej będę w dalszej części pisać. 

Dlaczego napisałam,że woda ta dostępna jest w trzech wersjach? Dlatego,że w mojej opinii zapach wody toaletowej od wody perfumowanej pomimo wspólnej nazwy, opakowania itp znacząco się różni. Właściwie nazwałabym to różnicą w odcieniu zapachu. Wiem,że to abstrakcja aby zapach miał odcień ale chodzi mi o subtelną,aczkolwiek dla mnie wyczuwalną różnicę. Nie wiem,czy to kwestia zmiany procentowego udziału jakiegoś składnika czy co,ale dla mnie równie dobrze woda perfumowana mogłaby być zupełnie nowym perfumem, o innej nazwie, dla mnie mniej atrakcyjnym. Z tego też powodu zmuszona jestem kupować wodę toaletową.
Jako,że nie jestem zwolenniczką kupowania perfum na Allegro (wysokie ryzyko podróbek) zmuszona jestem poszukiwać mojego pachnidła w e-sklepach, które gwarantują oryginalność flakona. I tu ceny wahają się znacząco:

woda toaletowa:
30ml- ok.90,00-200,00zł
50ml- ok.110,00-260,00zł
75ml- ok.118,00-350,00zł
Ceny maksymalne wzięłam ze strony Douglasa.

Jak widać ceny potrafią różnić się o ponad 120%! Dlatego warto włożyć nieco wysiłku i poszukać sklepu pewnego ale i taniego! Ja swój flakon kupowałam ostatnio O TU (oczywiście w największej pojemności, bo najbardziej się opłaca) za 118zł i jeszcze przesyłkę dostałam GRATIS!:) Więc już cenowo nie jest tak źle :)

Piękny jest też sam flakon :) Jest on wysoki, z przodu karbowany a po bokach ma pseudo-lusterka/metalowe blaszki z tłoczonym logo. Całość wieńczy korek,który akurat mógłby trzymać mocniej.
Pomimo tego,że kupuję ,,tylko" wodę toaletową (a nie perfumowaną) można by się spodziewać,że zapach szybko się ulatnia. Otóż nie! W lato jego trwałość utrzymuje się spokojnie na poziomie 4-5h, w zimę mój mąż potrafił go na mnie zidentyfikować nawet po 9-12h. Między innymi dlatego go kocham (i męża i zapach ;)

Gdzieniegdzie w Internecie znajdziecie testery tego perfumu. Nie radzę ich kupować- dowiedziałam się u sprzedawcy,że wg specyfikacji nie posiadają one aż tylu utrwalaczy zapachu, przez co szybciej będzie się on ulatniał z Waszej skóry. Warto dołożyć te 20-30zł i mieć pewność,że pobędzie z Wami w ciągu dnia dłużej :)

Ach, najważniejsze- zapach:
Jabłko, brzoskwinia, bergamotka

Kwiat pomarańczy, śliwka, jaśmin

Cynamon, wanilia, drzewo sandałowe, drzewo oliwne

Jest przepiękny, czarujący, uwodzicielski, ale nie ciężki! Ni to słodki, ni owocowy. Moim zdaniem rześki, kobiecy i bardzo uniwersalny (pasuje i do eleganckiej stylizacji i do sportowej a także na codzień zarówno na poranek jak i na wieczór). Jest idealny na każdą porę roku :)

Mogłabym się jeszcze tak rozpływać nad nim godzinami, ale najprościej będzie jeśli poprostu zaproszę Was do jakiejkolwiek drogerii gdzie występuje,żebyście same go powąchały i się psiknęły:) WARTO!:)