wtorek, 30 września 2014

Balea Professional, odżywka Oil Repair | Hit!

No i stało się, rozpoczęła się moja przygoda z marką Balea. Z mojego zbiorku otworzyłam póki co tylko dwa produkty,ale już wiem,że przepadłam!:) Jednym z nich jest odżywka z serii Professional, linia Oil Repair (,,Profesjonalna odżywka do suchych i zniszczonych włosów, zawierająca pielęgnujący olejek arganowy. Nawilżający kompleks z białka pszenicy, pantenol oraz gliceryna stymulują i pobudzają cebulkę włosa oraz wzmacniają całą jego strukturę."). 

Za cenę raptem około 6 złotych (1,45 euro) dostajemy 200ml odżywki zapakowanej w tubce z klapkowym zamknięciem typu ,,klik". Pierwsze co mi się rzuciło w oczy to (poza ładną grafiką opakowania)... rzadka konsystencja. Jak na odżywkę oczywiście. Nie przelewa się przez palce, bez przesady, jednak najlepszy przymiotnik który przychodzi mi na myśl to,że jest ,,lekka".


Zapach jest następnym aspektem rzucającym się w oczy, a właściwie w nos ;) Pięknie pachnie! Nie wiem czy waniliowo, czy ,,arganowo", ale ładnie :) Nie utrzymuje się zbyt długo, ale chociaż kilka minut to przyjemność.

Teraz poemat o efektach na włosach :)
Ta odżywka wywołała na moich włosach ,,WOW"! Śmiało może konkurować z moją ulubioną odzywką, której używam od lat (Pantene Pro-V Repair & Protect). Włosy są niebotycznie mięciutkie, błyszczące, sypkie, gładkie i nawilżone. Nie obciąża włosów, ale nie powoduje też fruwających wszędzie kosmyków. Nie powoduje szybszego przetłuszczania. Nawet nie muszę specjalnie ich stylizować, bo robi robotę za mnie :)  No normalnie prasuje,pierze i gotuje!;)

Generalnie brak mi już słów,żeby opisać moje zadowolenie z powodu odkrycia tego cuda, bo musicie poprostu spróbować ją same! :) Za tak niską cenę tym bardziej! Szkoda,że dostępna jest tylko w DM-ach albo polskich sklepikach z niemiecką chemią. 

sobota, 27 września 2014

Duuże rewolucje w moim profilu urodowym!:) Dzieje się,dzieje!

Ostatnimi czasy nastąpiło kilka rewolucji w moim życiu. Wyszłam za mąż, leciałam pierwszy raz samolotem (a niedawno też drugi), skończyłam czwarty rok prawa i niedługo zaczynam ostatni, piąty. Także w kwestiach urodowych nastąpiły u mnie ostatnio pewne zmiany:) Jakie?


1. Po pięciu miesiącach ciągłego noszenia hybryd postanowiłam dać odpocząć moim pazurkom i porzuciłam je przy okazji skracając długość szponów do wersji minimum. Dlaczego? Stęskniłam się okropnie za ... samodzielnym malowaniem paznokci :) Nie macie pojęcia jak może brakować tak typowo kobiecej czynności :) Odżywię troszkę pazury odżywką i już nie mogę doczekać się jakiegoś pięknego kolorku!




2. Po podróży poślubnej ku mojemu zaskoczeniu moja cera pierwszy raz od jakiś 10 lat jest ... normalna a nie mega-tłusta! Codziennie patrząc w lustro nie mogę się do tego przyzwyczaić. Myślę,że jest to spowodowane faktem,że przez 10 dni od rana praktycznie do wieczora wystawiałam facjatę na słońce. Niby smarowałam się 30 SPF, ale widocznie słoneczko i tak zrobiło swoje :) Mimo wszystko- dobrze mi z tym :)

3. Największa rewolucja na sam deser- po 4 latach regularnego rozjaśniania włosów (zawsze na ten sam odcień) stwierdziłam ostatnio,że podobają mi się moje odrosty. To spostrzeżenie doprowadziło mnie do wniosku, że może by tak zrobić dla odmiany ombre? ;) Bałam się jak jasna cholera ale po pół roku zastanawiania się nad tym w końcu się zdecydowałam! Wydałam niebotyczną jak dla mnie kwotę na fryzjera (proszę Was, nie proście mnie żebym musiała wykrztusić tę cyfrę na głos) ale efekt jest WOW :) Chyba już nigdy nie wrócę do mono-koloru na skalpie :) Chyba,że mojego naturalnego (średnio-ciemny brąz),ale to nie teraz.

Dla mnie, lubującej się we wszelkiej stałości w życiu, są to duże i znaczące zmiany :) 
Ciekawa jestem,czy i u Was dzieje się coś nowego,ważnego??:)

czwartek, 25 września 2014

3 x NIE | Kosmetyki po które nie sięgnę ponownie! #1

Oficjalnie rozpoczynam pierwszą serię osobnych postów dotyczących zbiorczego zestawienia po sztuk trzy, mianowicie kosmetyków które pokochałam (3 x TAK) albo które mi nie podpasowały (3 x NIE). Dziś zaczniemy od tej negatywnej strony, czyli kosmetyków, którym dałam szansę, a które się nie spisały. O czym mowa?



BINGOSPA SILNIE ZŁUSZCZAJĄCY PREPARAT DO STÓP Z 50% KWASAMI AHA
______________________________
Nasłuchałam się od mojej kosmetyczki (która używa tego preparatu do pedicure),że jest taki och i ach, no to kupiłam z myślą o mojej stwardniałej skórze na stopach. Myślałam,że będzie to mega peeling w wersji sproszkowanej. Niestety myliłam się. Stosowałam go na wszystkie sposoby,które wpadły mi do głowy, i niestety w żadnej opcji się nie spisał. Jedyny efekt jaki nim uzyskałam to odświeżenie, a za tak drogą pseudo ,,sól do kąpieli stóp" (ok.30zł) nie ma sensu wydawać kroci...

LAURA CONTI, CZEKOLADOWA WAZELINA DO UST
______________________________
Tą wazelinkę otrzymałam od firmy Coloris na spotkaniu blogerek. Niestety również okazał się słaby. Nie dość,że jest w słoiczku (czego nie lubię, wolę sztyfty), to jeszcze nie robi z moimi ustami NIC. Ostatnie nadzieje pokładałam w zapachu, wszak powinien być czekoladowy. W rzeczywistości czuć chemią na odległość... Niby droga nie jest, ale za tą cenę znam lepsze balsamy do ust.

MY SECRET, GLAM SPECIALIST EYELINER
______________________________
Fioletowy eyeliner kupiony na wyprzedaży w Naturze jest pierwszym w moim życiu kosmetykiem który wywołuje u mnie hmm alergię? Sęk tkwi w tym,że po nałożeniu przez kilka minut bardzo pieką mnie powieki i łzawi mi oko. Ma piękny kolor i kosztował mnie grosze, ale musi mieć w sobie jakiś składnik który uczula nawet takiego anty-uczuleniowca jak ja. Nie polecam.


Dajcie znać,czy podoba Wam się taka seria i czy miałyście któryś z tych kosmetyków :)

wtorek, 23 września 2014

Trwa rozdanie na facebooku :) Wygraj olejek arganowy!!!


Halo halo, nikt nie chce olejku arganowego? Od trzech tygodni na moim funpage'u trwa rozdanie a udział wzięła...jedna osoba! Konkurs trwa jeszcze tylko tydzień, więc hurry up!:)



piątek, 19 września 2014

Love2Mix Organic, szampon z efektem laminowania.

Do tej pory miałam w swoich zapasach tylko jeden rosyjski kosmetyk a była to ta maseczka, która de facto stała się moim maseczkowym odkryciem 2013r. Szukając jednak nowego szamponu trafiłam na ten z efektem laminowania od Love2Mix Organic. Już w sklepie zawładnął moim sercem? Czym? czytajcie dalej!
Ja od szamponu nigdy nie wymagałam zbyt wiele. Grunt,żeby dobrze oczyszczał i nie kosztował majątku. Ten, mając 360ml, kosztuje około 13-16zł (w zależności gdzie go kupujemy), więc na tym etapie jest już rewelka!.
  • ,,Zawiera wyłącznie certyfikowanych składniki organiczne
  • Nie zawiera SLS, parabenów, olei mineralnych, ftalanów, glikoli, lanoliny
  • Posiada unikalny efekt laminowania włosów. Każdy włos jest otoczony folią ochronną, dzięki czemu staje się grubszy, zdrowszy i pełen blasku
  • Ma uwodzicielski, tropikalny aromat
Skład:Aqua with infusions of Organic Mangifera Indica (Mango) Fruit Extract (organic mango extract), Organic Persea Gratissima (Avocado) Oil (organic avocado oil); Magnesium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Lauryl Glucoside, Sodium Cocoyl Glutamate, Glycol Distearate, Bis (C13-15 Alkoxy) PG-Amodimethicone, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Hydrolyzed Wheat Protein, Hydrolyzed Rice Protein, Benzyl Alcohol, Sodium Chloride, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Parfum, Citric Acid, Lucopene."

Noo, powiem Wam,że skład powala. Już na drugim miejscu mamy ekstrakt organiczny z owoców mango (zawiera długołańcuchowe kwasy tłuszczowe, dzięki czemu ma silne właściwości odżywcze i wzmacniające włosy, zamyka łuski włosów, odbudowuje płaszcz hydrolipidowy, co chroni włosy przed wysuszeniem) a na trzecim olej organiczny z owoców awokado (wyraźnie poprawia kondycję włosów suchych, zniszczonych i farbowanych, które wymagają intensywnej pielęgnacji; wzmacnia strukturę włosów i zapobiega uszkodzeniom mechanicznym; głęboko nawilża i odżywia włosy).


Zanim nałożymy go na włosy spotyka nas miła niespodzianka. Kij,że ma fajną niezbyt gęstą konsystencję i brzoskwiniowy kolor. Jego zapach POWALA! Jest ge-nial-ny! Rześki, piękny, owocowy! Chyba najbardziej przebija się nuta hmm mango? brzoskwinia? cudo!

Wystarczy niewielka ilość na jednokrotne mycie. Ja zazwyczaj myję włoski dwa razy pod rząd, więc za drugim oczywiście potrzebuję jeszcze mniej. Pieni się bardzo porządnie jak na szampon bez SLS/SLeS. 

Jaki uzyskuję nim efekt? Podczas pierwszego użycia było ŁAŁ. Teraz efekt łał nieco złagodniał,ale tylko dlatego,że się już do niego przyzwyczaiłam. Do tej pory uważałam,że to odżywka/maska powinna wygładzać, odżywiać i sprawiać, by włosy były gładsze i bardziej miękkie. Niemniej- ten szampon jest świetny! Włosy po wyschnięciu są bardzo gładkie, nie są obciążone, lepiej się układają i są mega-miękkie. Wygładza i domyka łuski włosów przez co stały się bardziej błyszczące i jedwabiste. Jeśli chodzi o efekt laminowania to cudów nie ma, mimo wszystko jestem zadowolona. 

Podsumowując, moje włosy go uwielbiają! Uwielbiam jego genialny zapach, kolor,konsystencję i efekt jaki daje na włosach! Dozownik jest także przyjemny, a skład mówi sam za siebie! Zdecydowanie jest to produkt wart uwagi, jago pokochałam!

środa, 17 września 2014

Odżywka nawilżająca Nivea hydro care, czyli nieudana próba nawilżenia włosów

Grubo ponad pół roku temu wygrałam w jakimś konkursie Nivea odżywkę z linii hydro care. Ostatnio z braku lepszej alternatywy w swoich zapasach postanowiłam ją zużyć, jednak nie dobrnęłam do jej denka. Dlaczego?
Odżywka zawiera 200ml produktu zapakowanego w plastikową butelkę zamykaną na klik. Opakowanie proste, klasyczne dla produktów Nivea. Naklejki się nie odkleiły. Konsystencja gęsta, zwarta i treściwa (nie spływa między palcami). Dobrze się rozprowadza na dłoni. Na włosach nieco gorzej- gdy są zbyt mokre potrafi się ześlizgnąć. Dobrze się spłukuje. Nie podrażniła mi skóry głowy, ALE...
  ...ta odżywka nie zrobiła z moimi włosami praktycznie NIC! Za to potrafiła zrobić szambo na skórze głowy. Zdarzyło mi się,że trzy razy musiałam myć głowę żeby domyć przetłuszcz wywołany tą odżywką pewnego razu (zaaplikowałam ją zbyt blisko cebulek). Gdy aplikowałam ją nieco niżej- powodowała kompletny przyklap. Aplikowana na same końcówki od ucha w dół nie robiła nic, ani włosy nie były gładkie, ani miękkie, ani nawilżone. Jakbym jej wogóle nie zastosowała. 

Po co zatem ją aplikować? Po nic. Dlatego trafiła do kosza. 
Wy lubicie produkty Nivea? Polecicie mi coś tej firmy?

poniedziałek, 15 września 2014

Peeling roślinny do ciała z pudrem z pestek moreli Yves Rocher

Jakoś nie mam farta w kwestii peelingowania ciała. Najpierw paćkałam sobie całą łazienkę samorobionym peelingiem z kawy, potem miałam sól peelingującą z BingoSpa która szczypała mnie w każde najmniejsze zadrapanie a na koniec dorwałam ten peeling od Yves Rocher. 
Peeling bez żadnej promocji kosztuje 36zł za 150ml. Otrzymujemy go w tubce zamykanej na klik. Zatrzask nie jest niestety zbyt szczelny bo często gdy go otwieram wylewa się z zatrzasku woda,która ,,stoi" na mojej armaturze po prysznicu. Same przyznacie,że nie jest to zbyt higieniczne...

,,Peeling roślinny do ciała to kosmetyk, dzięki któremu oczyścisz skórę z martwych komórek i przygotujesz ciało do zabiegów pielęgnacyjnych. Peeling sprawia, że skóra staje się gładka, miękka, aksamitna w dotyku. Kosmetyk wykorzystuje peelingujące właściwości pudru z pestek moreli i z migdałów. Peeling stosuje się 1-2 razy w tygodniu.

Składniki
· puder z pestek moreli i z migdałów - właściwości peelingujące
· sok z agawy bio - właściwości nawilżające
· olej sezamowy bio, olejek eteryczny z saro, mangiferyna z Madagaskar"

Konsystencja bezpośrednio wpływa na wydajność i efekt zastosowania tego peelingu. Po wylaniu na dłoń wydaje się być w miarę gęsty i z dużą zawartością drobinek peelingujących. Niestety, przy kontakcie z mokrą skórą błyskawicznie się rozrzedza do poziomu wody z drobinkami, które są co prawda duże ale jest ich dosyć mało. No i trzeba dołożyć spooro produktu żeby wypeelingować całe ciało. W konsekwencji okazuje się potem,że tubka starcza nam na raptem kilka użyć. Wcale się nie pieni, co dla mnie też jest minusem. Nie zdziwcie się też, jak spłukiwana po nim woda będzie bura.
Jedyne co dobrego mogę powiedzieć o tym peelingu i co jest jedynym motywatorem mojego denkowania go to zapach. Jest piękny-rześki, owocowo-cytrusowy.

Szkoda,szkoda,że się nie sprawdził. Dalej szukam ideału w kwestii peelingowania ciała.

sobota, 13 września 2014

Jak zdjąć hybrydę z paznokci - instrukcja krok po kroku :)

W okresie letnim regularnie robię sobie manicure hybrydowy w swoim ulubionym salonie kosmetycznym (pozdrawiam Galateę)! Przeważnie przed nałożeniem nowego koloru na miejscu zdejmują mi stary, jednak czasem nie chce mi się czekać do następnej wizyty i sama zdejmuję swój Shellac. Jak to należy zrobić?

1.Najpierw należy przygotować odpowiednią ilość płatków kosmetycznych, nożyczki, folię aluminiową, patyczki drewniane do skórek i aceton, który jest bohaterem całego wydarzenia :) 100ml kosztuje około 6zł.
 

2. Na połówkę płatka kosmetycznego (w przypadku najmniejszych pazurków wystarczy ćwiartka) wylewamy porcję acetonu.

3. Owijamy paznokieć w nasączony płatek.

4. Paznokieć z nasączonym płatkiem owijamy MOCNO folią aluminiową, czekamy 8-10min (w razie potrzeby dłużej) ...

5. ... po czym zdrapujemy płaty hybrydy. Lakier odchodzi praktycznie sam, płatami więc nie jest to trudne ani bolesne :)

 6. Tak wygląda efekt końcowy. Paznokcie od acetonu są do pierwszego mycia i nałożenia odżywki lekko przysuszone ale po tych dwóch ,,zabiegach" wszystko jest w porządku :)

voilà!:)

Lubicie manicure/pedicure hybrydowy? Same ten lakier zdejmujecie?

czwartek, 11 września 2014

Velvetic - łagodny krem do depilacji miejsc wrażliwych

90% moich depilacji odbywa się za pomocą maszynki. Mam jedną swoją ulubioną,którą ostatnio zdradzam z jej bardziej zaawansowaną wersją (o tyle wygodniejszą,że z moim niezdarstwem wiem,że nie zrobię sobie nią krzywdy). Czasem zdarza mi się też mały skok-w-bok z jakimś kremem do depilacji. Lubię stosować Eveline, próbowałam też Veet a teraz przyszła pora na nowość jak dla mnie,czyli Velvetic.
Skład: Aqua, Cetearyl Alkohol, Thioglycolic Acid, Potassium Hydroxide, Urea, Paraffinum Liquidum, Calcium Hydroxide, Glyceryl Stearate, Ceteareth-20, Propylene Glycol, Parfum, Titanium Dioxide, Allantoin, Disodium EDTA, Sodium Lauryl Sulfate, Hydrolyzed Elastin, Soluble Collagen, BHT, C.I.19140, Citric Acid.
Standardowa jak dla takich produktów tubka (100ml), zakręcana na zakrętkę. W opakowaniu znajdziemy też instrukcję obsługi (w skrócie: nałożyć krem szpatułką a po upływie 5-10min tą samą szpatułką zebrać krem ,,pod włos"). Pamiętajcie,że zawsze trzeba robić próby uczuleniowe!
Na początku napiszę,że zrobiłam błąd aplikując krem od razu na łydki i uda. Trzeba było najpierw ogarnąć temat jednych a dopiero przejść do tematu drugich. Dlaczego? Zanim zbierzecie krem z łydek to na udach zdąży Wam już zaschnąć, co jest sytuacją wg producenta niepożądaną!(Pomijam fakt,że to krem do pach i bikini ;) No nic. Poza tym nie mam zastrzeżeń do kremu. Śmierdzi jak każdy inny (całe szczęście zapach szybko się ulatnia), dosyć szybko działa (co w przypadku np.Veet nie zawsze się sprawdza) i pozostawia skórę fajnie gładką i ,,nawilżoną". Trzymałam go na udach dłużej niż powinnam (około 15min) a mimo wszystko mnie nie podrażnił! :) Jedyne do czego mogłabym się przyczepić to szpatułka- mogłaby być nieco ostrzejsza. W przypadku samych łydek opakowanie starczy Wam na 3 aplikacje. Włączając też uda- na max 2.  

Jak za cenę ok.6zł to powiem Wam że kremik wart zainteresowania :) 

niedziela, 7 września 2014

Niekosmetycznie #1, czyli recenzja dzbanka Dafi :)

Post nieco mniej kosmetyczny, no dobra właściwie to wcale :) ostatnio na spotkaniu blogerek otrzymałyśmy dzbanki Dafi a jako,że na lubelszczyźnie woda jest twarda jak jasny gwint to ucieszyłam się z tego prezentu :)
Dzbanek wraz z wkładem, przykrywką i instrukcją obsługi otrzymujemy w kartonowym opakowaniu. Po pokonaniu kilku prostych kroków w zasadzie jest on gotowy do użycia :)

Jak wygląda filtracja wody? Przez otwór w pokrywce nalewamy wodę z kranu. Czekamy chwilkę aż filtr przefiltruję wodę do zbiornika, i już!:) 
Przed pierwszym użyciem  wskazane jest ustawić sobie na kalendarzyku umieszczonym w pokrywce kiedy włożyliśmy nowy wkład. Wkład ważny jest przez miesiąc od pierwszego użycia więc zawsze możemy zerknąć,czy czas już go wymienić na nowy.
Jednorazowo do dzbanka możemy wlać 2,4 litra wody. Jednak połowa z tej wody będzie czekała aż wykorzystamy już tą przefiltrowaną, czyli 1,2 litra.
Jak widzimy, dzbanek możemy również myć w zmywarce, co jest niewątpliwą wygodą:)
Powiem Wam,że fizycznie odetchnęłam mając ten dzbanek? Dlaczego? Nie muszę już dźwigać do domu 6-cio paków wody mineralnej! Dzięki niemu mam swoją wodę mineralną za darmo (no prawie;P). Jedyne o czym muszę pamiętać to wymiana filtra raz na miesiąc. Woda którą piję jest teraz miękka, smaczniejsza i zdrowsza!:) POLECAM!

Koszt: ok.40-50zł.

Macie takie dzbanki? Lubicie taką przefiltrowaną wodę?:) Widzicie różnicę pomiędzy poszczególnymi markami takich dzbanków?

piątek, 5 września 2014

O co wzbogaciła się moja kosmetyczka ostatnimi czasy #3

To jest już mój trzeci post haulowo-zakupowy. Od czasu ostatniego minęły prawie równo 2 miesiące. Jutro wyjeżdżam w naszą podróż poślubną <3 i zapewne wrócę z niej znów obłowiona jak norka (Kiko i te sprawy) więc wolę zamknąć poprzedni okres ,,rozliczeniowy":) Oczywiście pominęłam gifty otrzymane na spotkaniach blogerek, z wiadomych przyczyn. Przejdźmy do rzeczy, bo trochę tego jest :)

1.Jadąc chronologicznie od czerwca skusiłam się na markę MakeUp Revolution, jeszcze zanim zrobił się na nią taki szał. W MintiShop była co prawda na stanie zachwalana wszędzie paletka Iconic3, jednak uznałam że jej gama kolorystyczna jest tak monotonna że szkoda kasy i kliknęłam tą paletkę w której oprócz beżów i brązów znajdziemy też granaty i dwa cienie to brwi.Do koszyka wpadła też pomadka (5zł), błyszczyk(5zł) i korektor(5zł). Na temat tego zamówienia będzie jeszcze osobna recenzja,ale tyle Wam powiem że jeden z tych produktów to HIT, jeden to KIT a dwa są przeciętniakami.
2. Lato rozkręciło się na całego a w raz z nim upały więc w te biegi na Allegro kupiłam puder ryżowy z Marizy, na temat którego robiłam już recenzję,więc nie będę się powtarzać :)
3. Gdzieś tam po drodze wpadł w moje łapki roślinny peeling do ciała z Yves Rocher. Aktualnie ma już chyba inne opakowanie, widocznie coś zmienili w ciągu dwóch miesięcy, nie wiem. Tak czy siak spodziewajcie się na dniach jego recenzji :) Cena:ok.36zł jednak ja dorwałam go za jakieś 18zł przy okazji, zakupów mamy.
4. Lipiec sygnowałabym miesiącem tego szamponu z Love2mixOrganic oraz marki Ziaja. To wtedy dorwałam się do nowego BeBiku tej marki oraz moich ostatnich perełek czyli pasty i kremu z serii Manuka o których pisałam Wam szerszą recenzję TU! Szampon niebawem w recenzji na blogu.
5. Lipiec to dla mnie także prawdopodobnie odkrycie roku w postaci pomadek z Golden Rose. Tak, tak wiem, każdy już pisał o ich matach, ale dla mnie to rewolucja. Do tej pory używałam jedynie błyszczyków. Od lipca nie chce nawet na nie patrzeć, bo zasmakowałam już luksusu jaki dają długotrwałe pomadki z tej firmy. Również spodziewajcie się szerszej recenzji, jednak w bardziej odległym terminie. Cena matowych to chyba ok.10zł, tych z serii Vision chyba 13zł ale nie jestem pewna. W ramach leczenia jednodniowej chandry kupiłam w Douglasie bezbarwną konturówkę z IsaDory (29zł).
6. Zamykamy lipiec, czas na sierpień. Rozpoczął się dla mnie od zniżki ogłoszonej na funpage'u MintiShop na asortyment TheBalm. Czaiłam się na rozświetlacz i bronzer (których nie trzeba nikomu przedstawiać) dosyć długo więc jak tu nie skorzystać:) Przy okazji kliknęłam kilka pędzli z Hakuro i jeden z Real Techniques.
7. A to w połowie jest prezent od ukochanego :) Generalnie nie lubi jak się maluję (co mnie nie bardzo cieszy zważając na moje ku temu zamiłowanie) ale za to bardzo wie jak mnie to uszczęśliwia. Zaskoczył mnie pewnego dnia prezentem z Inglota w postaci paletki z czterema upatrzonymi wkładami :) Ja dokupiłam sobie jeszcze grzebyczek i zalotkę :) Muszę ją w końcu przetestować!
8. Na StrefaUrody.pl miałam bon na 30zł do wykorzystania więc postanowiłam w końcu kupić cążki do skórek i małą paletkę (z której już po jednym zastosowaniu nie bardzo jestem zadowolona). Zobaczymy jak się spiszą w długofalowej współpracy :)
9. A taki oto prezent otrzymałam od SuperPharm :) Wystarczyło podać numer karty klienta i wysyłali za friko takie samplery :) Miło, bo bardzo lubię tą markę!
10. Dzięki blogowi BlondHairCare skusiłam się na szczotkę z włosia dzika. Kompletnie nie spodziewałam się efektu jaki daje na włosach! Póki co sama nie wiem czy ją kocham czy nienawidzę. Chyba potrzebujemy więcej czasu żeby się zapoznać :) Cena:20zł w hurtowni fryzjerskiej.
 
11.Pisałam Wam już na moim funpage'u, że Natura udziela 40% rabatu na kolorówkę z L'oreal, Maybelline, Rimmel, Astor, Pierre Rene i Bell. W sumie zamierzałam kupić tylko camouflage z Catrice (tak go nie lubię,że aż kupiłam drugi kolor;) ale z okazji obniżki skusiłam się na puder ryżowy z Pierre Rene, bo wiele z Was go zachwala a cena była kusząca-10zł :)
12. Na koniec moja duma i perełka. Dzięki uprzejmości koleżanki, która przejazdem była w Niemczech, wzbogaciłam się o cudeńka z Balea i Alverde! :) Przez kilka dni stały tak sobie w widocznym miejscu i patrzyłam się na nie z zachwytem, tym bardziej,że wszystko razem kosztowało nie więcej niż 9 euro! :)
Koniec. Kurtyna. Prawda,że sporo?:) 
Miałyście coś z wyżej pokazanych mazideł?:)